Mieszkanka Radwanic nikomu nie powiedziała, że zaczęła się akcja porodowa. Urodziła dziecko na stojąco. Noworodek wypadł na podłogę. Kobieta nie zajęła się nim. Wyniosła tylko do kotłowni i zostawiła. Nie wiadomo, co się z maleństwem stało. Kobieta została zatrzymana i przesłuchana. Usłyszała zarzuty dotyczące narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu albo utraty życia noworodka. Mąż kobiety usłyszał zarzut poplecznictwa.
Sprawa mieszkanki Radwanic, Katarzyny B., zaczęła się od informacji przekazanej przez jednego z mieszkańców wsi pracownikom Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej. Zgłoszenie było dość nietypowe. Rodzina, której ono dotyczyło nie korzysta ze wsparcia Ośrodka, ale interwencja została podjęta.
– Z informacji wynikało, że kobieta od kilku dni nie wychodzi z domu – mówi Ewelina Maruchniak, kierownik Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Radwanicach. – Naszym celem było sprawdzenie, czy nie ma jakieś zagrożenia dla tej pani.
Kiedy nikt nie otwierał drzwi, pracownicy GOPS-u nie zrezygnowali z interwencji. Wezwali policję i wtedy udało się wejść do mieszkania. W efekcie Katarzyna B. została zatrzymana. Po przesłuchaniu w prokuraturze kobieta usłyszała zarzut dotyczący narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu albo utraty życia noworodka.
– Wiedząc, że rozpoczęła się akcja porodowa nie wezwała służb medycznych – mówi Barbara Izbiańska z Prokuratury Rejonowej w Głogowie. – Urodziła w pozycji stojącej. Dziecko upadło na podłogę, ale także wtedy nie podjęła żadnych działań, ani nie wezwała pogotowia, choć w pobliżu miała telefon. Potem wyniosła dziecko do pomieszczenia gospodarczego i już tam nie zaglądała.
Do tej pory nie wiadomo, co stało się z noworodkiem. W tej sprawie zarzut tzw. poplecznictwa, czyli pomocy w uniknięciu odpowiedzialności karnej i ukrycia zwłok dziecka usłyszał mąż Katarzyny B. Jedną z wersji przyjętą przez prokuraturę jest ta, że ciało noworodka zostało spalone w kotłowni przez męża kobiety. W tej sprawie prowadzone są czynności procesowe, w tym badania śladów biologicznych, które mają zweryfikować tę wersję zdarzeń.
Katarzynie B. i jej mężowi grozi do 5 lat więzienia.
Zobacz także:
UR




