Setki oszukanych przez złotoryjankę jednoczą się na Facebooku

Jedne zamówionego towaru nie dostały wcale. Inne otrzymały, ale kilka tygodni po terminie, do jakiego zobowiązała się sprzedająca. Nierzadko też po otwarciu przesyłki okazywało się, że brakuje jakiegoś produktu, jest on wadliwy lub wygląda inaczej niż na zdjęciu. Dziś trudno oszacować, ile kobiet mogło paść ofiarą oszustwa. Wiadomo natomiast, że utworzona na Facebooku grupa poszkodowanych liczy już blisko czterysta osób. Jej członkowie nie rozumieją, dlaczego sklep internetowy prowadzony przez nieuczciwą złotoryjankę wciąż funkcjonuje, mimo że o sprawie od dawna wie nie tylko policja, ale też kilka innych instytucji.

Anna Ł. ze Złotoryi, bo o niej mowa, zajmuje się sprzedażą internetową, oferując swoim klientom głównie torebki oraz akcesoria do nich. Strona sklepu na pierwszy rzut oka wygląda bardzo profesjonalnie. Większość produktów ukazanych na zdjęciach robi wrażenie na odwiedzających. Podobnie zresztą jak liczne promocje, obejmujące niemal całość asortymentu. Ceny torebek wahają się się od 250 do 370 złotych. To ponoć niewiele jak na produkty znanej włoskiej firmy, której nazwy, podobnie jak adresu sklepu, niestety nie możemy podać. Dodatkowo są też różne gratisy, a przy zakupach za co najmniej sto złotych każdy może liczyć na 10 procent rabatu. Nic więc dziwnego, że wiele młodych kobiet dało się skusić na zakupy w sklepie złotoryjanki.

Dziś niejedna zapewne mocno żałuje swojej decyzji. Okazuje się bowiem, że w większości przypadków zarówno kontakt ze sprzedawcą, jak i ogólna obsługa sklepu stała na wysokim poziomie, ale tylko do czasu, gdy na koncie Anny Ł. pojawiła się wpłata. Potem zwykle zaczynały się problemy.

– Jakoś pod koniec czerwca lub na początku lipca zamówiłam u tej pani uchwyty do torebki. Zapłaciłam za nie od razu jedną z metod szybkich płatności w Internecie. Zaraz po tym wysłałam też potwierdzenie przelewu, żeby przesyłka mogła być nadana jeszcze tego dnia. Na stronie sklepu była bowiem informacja, że towar jest wysyłany w ciągu 24 godzin – mówi pani Dagmara z Krakowa.

Od tego momentu jej kontakt ze sprzedawcą stawał się coraz trudniejszy, a jeśli już był, nie należał do przyjemnych. Pani Dagmara zamówionej paczki nie otrzymała – ani na drugi dzień, ani za tydzień, ani nawet za miesiąc. Zaniepokojona postanowiła działać.

– Po jakimś czasie wysłałam maila do tej pani. Kontaktowałam się też ze sklepem przez fanpage na Facebooku, ale na żadną z tych wiadomości nie dostałam odpowiedzi. Napisałam też na jej prywatny profil, że jeżeli nie dostanę towaru, to pójdę z tym na policję. Wreszcie odpisała. Twierdziła, że zamówienie zostało już wysłane, co było kłamstwem – wspomina klientka, która nie zamierzała składać broni.

Krakowianka zauważyła, że na profilu facebookowym sklepu próżno szukać negatywnych komentarzy, które, jej zdaniem, były zwyczajnie ukrywane lub usuwane. Natomiast pod postami, obok „lajków”, było za to dużo „wściekłych buziek” (reakcji wyrażanych za pomocą tzw. emotikonów – przyp. red.).

– Pomyślałam, że skontaktuję się z osobami, które kliknęły w te „buźki”. Jedna z pań, również poszkodowanych, poleciła mi, żebym pisała o sprawie do znajomych Anny Ł., a także do jej matki na Facebooku, bo dzięki temu ona odzyskała swoje pieniądze. Tak też zrobiłam. W międzyczasie mój mąż znalazł mnóstwo negatywnych opinii na temat sklepu w serwisie GoWork. Wtedy byłam już pewna, że mam do czynienia z oszustką. Gdy zaczęłam bardziej upominać się o swój towar lub pieniądze i jak o wszystkim poinformowałam znajomych Anny Ł., zaczęła mi grozić. Pisała, że umieści moje zdjęcia na portalu erotycznym i że posądzi mnie o zniesławienie – dodaje pani Dagmara.

Ostatecznie, po blisko dwóch miesiącach codziennych SMS-ów wysyłanych do nieuczciwej sprzedawczyni, negatywnych komentarzy w Internecie itp. klientka otrzymała z powrotem pieniądze. Wcześniej zdążyła zgłosić sprawę zarówno na policję w Krakowie i Złotoryi, a także do Urzędu Skarbowego w Złotoryi.

Podobne niemiłe doświadczenia ze sklepem prowadzonym przez złotoryjankę ma pani Ewa ze Szczuki (woj. kujawsko-pomorskie), która 26 lipca zamówiła towar wart 360 złotych. Dopiero 7 września odzyskała pieniądze za niedostarczoną przesyłkę. W tym czasie próbowała różnych sposobów, żeby zmusić Annę Ł. do działania. – Poskutkowało dopiero wysłanie zdjęcia zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa. Zwrot przyszedł w dwóch ratach, 260 i 100 zł – mówi pani Ewa.

Mniej szczęścia miała natomiast pani Małgorzata, która, tak jak jej poprzedniczki, długo musiała walczyć o swoje. – Akurat w moim przypadku kontakt ze sklepem był bardzo kulturalny. Nie było żadnych wyzwisk czy zastraszania, a wiem, że z takimi zachowaniami spotykały się inne dziewczyny. Zdziwiło mnie tylko to, że podczas pierwszej rozmowy na czacie sklepu, gdy chciałam się dowiedzieć o możliwości kupna rzeczy poza kompletem, zostałam zapytana o to, czy już przelałam pieniądze. Wspominała, że zostały jej ostatnie sztuki – zauważa poszkodowana. Klientka zakupiła zestaw za około 300 zł. Zamówionego towaru oczywiście nie otrzymała, a wielokrotne próby kontaktu ze sprzedawczynią zwykle kończyły się niepowodzeniem.

– To były raczej monologi niż rozmowy. Jeśli już coś mi odpisała, to zwykle kłamstwa, że paczka została wysłana albo że przelała pieniądze – mówi pani Małgorzata. Ostatecznie do klientki przyszła długo wyczekiwana i bardzo ładnie zapakowana przesyłka. Problem w tym, że jej zawartość nie była zgodna z zamówieniem tak, że kupująca była stratna około 100 zł. O tym przypadku również została poinformowana złotoryjska policja.

To tylko kilka spośród wielu podobnych historii. W gronie oszukanych jest co najmniej kilkaset osób, z czego zdecydowana większość to kobiety. Facebookowa grupa poszkodowanych z dnia na dzień staje się coraz liczniejsza. Panie dzielą się swoimi doświadczeniami i wspierają się wzajemnie w walce z oszustką, która – jak twierdzą – sprzedaje w różnych miejscach w sieci i często robi to pod różnymi nazwiskami. Wiele oszukanych kobiet odzyskało już swoje pieniądze lub odebrały zamówione przesyłki, choć prawie w żadnym przypadku nie obyło się bez nerwów, kontaktów z policją czy prokuraturą. Ich zdaniem najbardziej irytujące jest to, że złotoryjanka nadal handluje w najlepsze mimo że do policji wpłynęło już niejedno zgłoszenie w jej sprawie. Pojawiają się też stwierdzenia, że pani Anna Ł. czuje się bezkarna, ponieważ ma kogoś bliskiego w policji lub prokuraturze. Niestety nie byliśmy w stanie tego potwierdzić, ani temu zaprzeczyć.

Jedna z poszkodowanych przesłała nam skan pisma (poniżej) z Komendy Powiatowej Policji w w Złotoryi informującego ją o odmowie wszczęcia dochodzenia w tej sprawie, zatwierdzonego przez prokuratora. Zamiast uzasadnienia pojawia się informacja, że: „Postanowienie o odmowie wszczęcia dochodzenia nie wymaga uzasadnienia (art. 325e par. 1 k.p.k.).

Kiedy próbowaliśmy ustalić, jak to możliwe, że policja nie dopatrzyła się niczego złego w sposobie prowadzenia biznesu przez złotoryjankę, Dominika Kwakszys odpowiedziała, że nie może udzielić nam informacji, bo… nie jesteśmy stroną w sprawie.

Reakcję poszkodowanych na informację o umorzeniu postępowania nietrudno było przewidzieć. Oto zrzuty ekranu ilustrujące niektóre komentarze na ten temat:

O komentarz poprosiliśmy również Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Dowiedzieliśmy się, że do tej instytucji nie wpłynęło żadne zawiadomienie od poszkodowanych przez Annę Ł. Od rzeczniczki UOKiK Małgorzaty Cieloch otrzymaliśmy jednak następujący komentarz do opisywanej przez nas sprawy:

opisana praktyka pojawia się w skargach – na różnych sprzedawców. Mówimy tu o pewnego rodzaju schemacie działalności niezgodnej z prawem. Jeśli konsument nie otrzymał towaru, to wówczas trzeba zawiadomić organy ściągania i policja jest tu właściwym adresem. Mówimy tu bowiem w wielu przypadkach o przestępstwach lub wykroczeniach i w takim wypadku musi zaistnieć sankcja karna. To co możemy radzić konsumentom bez wchodzenia w szczegóły to zawsze sprawdzenie sklepu, dostawcy na forach internetowych. Wiedza innych konsumentów, opinie – są często cenniejsze niż porady prawne. Co do prawa – to oczywiście konsument powinien mieć jasną informację, co kupuje, od kogo i za ile.

Fot. Poszkodowane przez A. Ł. via Facebook