Dwa lata pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem na cztery lata, dozór kuratora sądowego i grzywna w wysokości 13.500 złotych – taki wyrok usłyszała wczoraj (25 lutego) przed Sądem Okręgowym w Legnicy 21-letnia Chinka Linfang Y.. Kobieta oskarżona została o usiłowanie zabójstwa swojego dziecka, które tuż po urodzeniu wyrzuciła do kontenera na śmieci w Polkowicach. Prokuratura zamierza zaskarżyć wyrok.
– Sąd uznał, że kobieta nie działała w zamiarze zabójstwa, a jedynie naraziła dziecko na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia – informuje Liliana Łukasiewicz (na zdj.), rzecznik Prokuratury Okręgowej w Legnicy.
Przypomnijmy, dramatyczne wydarzenia miały miejsce 11 lutego zeszłego roku na osiedlu Hubala w Polkowicach. Przed południem, płaczące dziecko, zawinięte w poszewkę i ręcznik, włożone do kartonowego pudełka, znalazł w kontenerze na śmieci mężczyzna szukający puszek. Chłopczyk był mocno wychłodzony, na szczęście szybko trafił do lubińskiego szpitala.
– Bardzo szybko ustalono też, że matką dziecka jest młoda Chinka pracująca i mieszkająca na zapleczu jednego ze sklepów na terenie Polkowic – dodaje Liliana Łukasiewicz.
Przyjechała do Polski legalnie w czerwcu 2013 roku, będąc już w ciąży, ale to ukrywała. Syna urodziła sama, w sklepie, około godz. 4, a potem zawinęła w poszewkę, włożyła do kartonowego pudła i zaniosła do śmietnika znajdującego się przy ul. Hubala, głównej ulicy na osiedlu.
– W śledztwie uzyskano informację z Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej, iż tego dnia, na wysokości dwóch metrów nad gruntem, w stacji meteorologicznej Polkowice Dolne, temperatura w godzinach od 5 do 11wynosiła od 5,3º do 6,1ºCelsjusza – dodaje rzecznik legnickiej prokuratury. – Biegła z zakresu medycyny stwierdziła, że na skutek porzucenia noworodka w takich warunkach wystąpiła u niego sinica obwodowa, zwolnienie czynności serca, obniżenie wartości saturacji, cechy kwasicy oraz odwodnienie, co stanowiło chorobę realnie zagrażającą życiu. Podała również, że pozostawienie noworodka w tak niskiej temperaturze stwarzało zagrożenie śmiercią w czasie od kilkudziesięciu minut do kilku godzin.
Biorąc to pod uwagę, prokurator uznał, że kobieta „działała w zamiarze ewentualnym pozbawienia życia swego dziecka, a pozostawiając noworodka bez zaopatrzonej pępowiny na śmietniku przy tak niskiej temperaturze musiała liczyć się z jego śmiercią”.
Podejrzana nie przyznała się do popełnienia przestępstwa. Przez cały czas twierdziła, że nie chciała, by dziecko umarło. Miała nadzieję, że ktoś je zabierze. A zostawiła je w śmietniku, bo tam przychodzi dużo ludzi. Potem dodała jeszcze, że zrobiła to z przyczyn ekonomicznych. Myślała tylko o tym, że nie ma jak wychować synka, że jest w Polsce sama. Wyznała także, że chciała wrócić po dziecko, ale wtedy była już tam policja.
Podczas procesu przestawiono opinię sądowo-psychologiczną i psychiatryczną. Biegli orzekli, że zachowanie kobiety było skutkiem „załamania równowagi emocjonalnej w sytuacji długotrwałego obciążenia psychicznego przekraczającego możliwości adaptacyjne oskarżonej. Nie było ono natomiast wynikiem motywacji chorobowej, czy działaniem wynikającym z porodu”.
– Według biegłych Linfang Y. miała ograniczoną w stopniu znacznym zdolność rozpoznania znaczenia zarzucanego jej czynu i pokierowania swoim postępowaniem, ale może brać udział w toczącym się postępowaniu przygotowawczym oraz stawać przed sądem – dodaje Liliana Łukasiewicz.
Za usiłowanie zabójstwa groziło jej od 8 lat nawet do dożywocia. Prokurator wnioskował o orzeczenie kary 10 lat więzienia. Sąd uznał jednak, że kobieta nie działała nawet w ewentualnym zamiarze zabójstwa chłopca, a można jej przypisać jedynie narażenie dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Prokurator nie podzielił tej oceny i zamierzając zaskarżyć wyrok zwrócił się do sądu o pisemne uzasadnienie rozstrzygnięcia. Potem podejmie decyzję.
Obecnie chłopczyk, któremu nadano imię Kacper, przebywa w domu małego dziecka i czeka na adopcję. W sierpniu zeszłego roku sąd rodzinny pozbawił matkę władzy rodzicielskiej. Kobieta odwiedza synka i stara się o przywrócenie jej praw rodzicielskich.
UR/FOT. ARCHIWUM




