W niedzielnym, hitowym meczu w grupie V legnickiej B-klasy Fenix Pielgrzymka zremisował na własnym boisku z LZS-em Lipa, choć jeszcze chwilę przed końcem spotkania prowadził 4:3. Według szkoleniowca gospodarzy remis jest jednak najbardziej sprawiedliwym rezultatem.
– Mecz walki przede wszystkim, bo od początku Lipa rozgrywała bardzo dobry mecz. Nie spodziewałem się, że aż tak mocno będą walczyć. Drugi raz nam się zwycięstwo wymyka w ostatnich minutach. Tydzień temu w ostatniej minucie straciliśmy bramkę w Nowym Kościele, dwa punkty uciekły a dzisiaj ponownie tracimy bramkę, aczkolwiek uważam, że mecz wyrównany i remis jest sprawiedliwy dla obu drużyn. – mówił tuż po meczu Janusz Kosiński, trener Fenixu Pielgrzymka.
Szkoleniowiec Fenixu nie ukrywa, że liczył na większą przewagę punktową nad grupą pościgową po rozegraniu trzech pierwszych wiosennych kolejek.
– Na pewno cztery punkty przewagi nie dają spokoju. Liczyliśmy, że po tych trzech meczach będziemy mieli siedem punktów przewagi nad drugim zespołem, ale rzeczywistość jest taka jaka jest i mamy cztery punkty przewagi i walczymy dalej. W każdym meczu na pewno będzie ciężko, bo każdy zespół chce wygrać z liderem i tego się spodziewamy. – dodaje Kosiński.
W przeciwieństwie do trenera gości, Janusz Kosiński nie winił za utratę bramek swojego bramkarza. Szkoleniowiec z Pielgrzymki podkreślił za to trudne warunki, jakie panowały na boisku.
– Nie chce tutaj obwiniać bramkarza, bo przy ostatniej bramce też obrona zaspała przy dobitce. Wiadomo na takiej murawie, śliskiej nawierzchni zdarzają się takie kiksy bramkarzom. Piłka się odbije, źle pójdzie po koźle i nie chciałbym tutaj w żaden sposób bramkarza obwiniać. Cały zespół wygrywa, cały zespół przegrywa. – kończy Janusz Kosiński.




