LEGNICA. Pupil dziennikarzy uwiódł słuchaczy (FOTO)

IMG_4248Burzę braw otrzymał po wygłoszonej homilii charyzmatyczny ksiądz Jan Kaczkowski. Szef puckiego hospicjum przez dwa dni gościł w Legnicy i zarażał swym niezwykłym optymizmem, pogodą ducha, umiłowaniem życia.

Duchowny, który sam jest ciężko chory, nie lituje się nad sobą i to samo doradza wszystkim współtowarzyszom swej niedoli i ich bliskim. Walczy z niedogodnościami losu w charakterystyczny dla siebie sposób, poprzez: humor, autentyczność i… dość dosadne słownictwo.

Ulubieniec i stały gość ogólnopolskich mediów, gdyby ukrył koloratkę, wyglądałby raczej na szczęśliwego syna, męża i ojca. Tymczasem od dziecka cierpi na niedowład ciała, problemy ze wzrokiem i od trzech lat nieoperacyjny nowotwór. Jego dolegliwościami można by obdzielić kilka istnień… Do tego codziennie obcuje z nie tylko z własnym cierpieniem, ale i pacjentów z puckiego hospicjum. Ich lękami, samotnością, śmiercią.

– Bycie chorym to nie jest żadne męstwo! – podkreśla ksiądz Jan Kaczkowski i apeluje, by się nad nim nie litować. – Męstwo to walka, walka z torturami. Nie mówicie śmiertelnie chorym, że będzie dobrze. Nie powtarzajcie im tego, jak mantry. Nie róbcie nadziei wbrew wiedzy medycznej. Bądźcie raczej otwarci na cud uzdrowienia. Ale jeśli pan Bóg nie uzdrowi, to się na niego nie obrażajcie. Bóg rzadko sięga po spektakularne uzdrowienia. Sam jestem przykładem pełzającego cudu. Takim jak ja, chorym na glejaka, daje się rok życia, a żyję ponad trzy – mówi do zebranych ze swadą i uśmiechem.

W jego życiu bywają jednak ciężkie dni. Kiedy przychodzi wznowienie choroby, to jest wściekły i smutny. – Mam kilka dni doła, ale nie mogę pozwolić, by ta choroba psychicznie mnie zabiła. Nie dopuszczajmy do podwójnego sukcesu zła. Nie dawajmy mu satysfakcji w żadnej sytuacji, a zwłaszcza w sytuacji granicznej. To mój apel: przeciwstawiajcie się złu. Mimo że dotknęło nas nieszczęście, nie możemy się poddawać – prosi 38-latek.

Jego zdaniem najważniejsze w życiu są miłość i bliskość. Jeśli jesteśmy w stanie przekazać je bliskim, to oni w krytycznych sytuacjach, co prawda przeżyją traumę, ale się nie rozpadną. Pozostaną silni, mając zawsze gdzieś z tyłu głowy doznaną akceptację. Tego się nie da wymazać.

– Nie ma gorszego świństwa, jak opuszczenie własnego dziecka. W sensie nie tylko fizycznym, ale i psychicznym – mówi ksiądz Jan Kaczkowski, według którego równie odrażający, co taki rodzic jest ksiądz, który się łajdaczy. – Bądźmy przyzwoici! Rodzice i duchowni mają wyżej podniesioną poprzeczkę – zauważa i krytykuje powszechne w Polsce niepłacenie alimentów i leczenie samotności łamaniem celibatu przez młodych księży.

– Przytulajcie się, kochajcie, mówcie do siebie miłe słowa. Bądźcie sobie bliscy. Dbajcie i walczcie o dobre relacje. Nie krzywdźmy się! – apeluje. Uczestnicy spotkań w kościele pw. Podwyższenia Krzyża Świętego na legnickich Piekarach wyszli po tych spotkaniach wyraźnie podbudowani.

JOM