LEGNICA. Miasto omijane szerokim łukiem

IMG_0695„LEGNICA z nią zawsze po drodze” – to hasło, za które magistrat słono zapłacił specjalistycznej firmie z Krakowa, straciło na aktualności. Jak na ironię, od kiedy stało się oficjalnym sloganem, miasto zaczęło przypominać białą plamę na komunikacyjnej mapie kraju.

W tym czasie zrównany z ziemią został dworzec PKS – zamieniony na popularny dyskont – a co za tym idzie, zniknęły międzynarodowe połączenia autobusowe. Jakby tego było mało, z kolejowego rozkładu jazdy wypadły wszystkie dalekobieżne połączenia krajowe. Ponadto nie da się już bezpośrednio dojechać do Berlina, Hamburga czy Drezna. Nie zatrzymują się tu też składy Intercity. Codziennie, bez przesiadki, można się dostać jedynie do: Wrocławia, Lubania, Kudowy, Bolesławca, Węglińca, Żar i Kłodzka.

IMG_3838Władze Legnicy deklarują, że dostrzegają problem i mówią o planach powstania tzw. centrum przesiadkowego w pobliżu dworca kolejowego. Sęk w tym, że jak PKP – ponad rok temu – sprzedawało swój plac pomiędzy ul. Kartuską a Kaczawą, miasto nie stanęło do przetargu. Nieruchomość nabył prywatny przedsiębiorca z Namysłowa. To do niego należą teraz m.in. pawilony handlowe i pięciokrotnie podpalana dawna stolarnia.

Biznesmen nie ukrywa, że trudno mu się porozumieć z władzami Legnicy, które na jego terenie planują powstanie centrum przesiadkowego. – W tym urzędzie nie mam partnera do rozmów – ubolewa Zbigniew Pabiniak, który nabył od PKP trzyhektarową działkę. – Miasto chce mi odebrać najatrakcyjniejszą część nieruchomości, pozostawiając jedynie tereny w pobliżu rzeki i ulicy Kartuskiej, tylko takie rozwiązanie jest dla mnie nie do zaakceptowania. Jestem gotów do rozmów. Zależy mi na takim rozwiązaniu, by wilk był syty i owca cała – podkreśla właściciel gruntu, który nie ukrywa zdziwienia, że skoro miasto miało plan wobec tej nieruchomości, to dlaczego nie odkupiło jej od PKP.

Ostatnia wypowiedź wiceprezydent Jadwigi Zienkiewicz nie rozwiewa wątpliwości biznesmena. Podczas wtorkowej konferencji prasowej – zorganizowanej wspólnie z przedstawicielami Kolei Dolnośląskich – przyznała, że możliwe jest wywłaszczenie właściciela przydworcowego placu.

wizualizacjaWedług planów Ratusza, podczas budowy centrum przesiadkowego, należałoby wyburzyć jeden z przydworcowych pawilonów. Na takie rozwiązanie nie godzi się konserwator zabytków. Nie godzi się także na umieszczenie na bezimiennym budynku dworca PKP napisu „Legnica”.

Konserwatorskiemu zakazowi sprzeciwiają się natomiast władze miasta, niektórzy radni, prezes Kolei Dolnośląskich i ponoć także właściciel odremontowanego niedawno dworca. – Konserwator twierdzi, że neon „Legnica” nie ma historycznego uzasadnienia, a tymczasem największy rozkwit neony miały akurat w latach dwudziestych ubiegłego wieku, czyli latach w których wybudowano ten dworzec – przypomina Piotr Molecki, dyrektor ds. handlowych Kolei Dolnośląskich.

IMG_0538Koleje Dolnośląskie są gotowe sfinansować wykonanie takiego napisu. Nie podoba im się fakt, że gmach legnickiej stacji – jako jedyny – nie przedstawia nazwy miejscowości, w której się znajduje i dla przyjezdnych nie jest wcale oczywiste, co to za budynek. Jeśli się nie uda przekonać konserwatora zabytków, KD taki napis wystawią przed dworcem na specjalnej platformie.

Prezesowi Kolei Dolnośląskich na tym napisie zależy z dwóch powodów: chce, by jego pasażerowie nie mieli wątpliwości, że to budynek dworca oraz że planuje przenieść w to miejsce biura zarządzanej przez siebie spółki, które teraz znajdują się przy ul. Wojska Polskiego. – Myśleliśmy, że adres zmienimy w tamtym roku, ale negocjacje z zarządcą budynku wciąż trwają i mam nadzieję: zakończą się naszą rychłą przeprowadzką – mówi Piotr Rachwalski, prezes przewoźnika, należącego do urzędu marszałkowskiego.

JOM