LEGNICA. Antyaborcyjna pikieta nie doszła do skutku

IMG_4024Organizator szumnie zapowiadanej pikiety, która miała piętnować parlamentarzystów opowiadających się za prawem do aborcji, kilkanaście godzin przed jej terminem nieoczekiwanie wycofał się nie tylko z udziału w manifestacji, ale i z działalności w Fundacji Pro – Prawo do Życia. Anonsowany od kilku tygodni wiec nie odbył się wcale.

Organizatorzy pikiety poinformowali odpowiednie służby o jej dacie i godzinie, stąd w południe na płycie legnickiego Rynku pojawił się policyjny radiowóz. Jeden z dwóch uczestników nieudanej akcji tłumaczył mundurowym, że ich obecność w tym miejscu jest zbędna, ponieważ nikt nie będzie manifestował.

IMG_4029– Specjalnie przyjechałem tu dziś z Wrocławia, aby uczestnikom pikiety wytłumaczyć sytuację – mówi Adam Brawata, koordynator regionalny, który jednak w ogóle nie wyjaśnił, dlaczego jego kolega, Piotr Płomiński, nagle zrezygnował z udziału w wydarzeniu, którego sam był inicjatorem.

Wiece antyaborcyjne miały się odbyć nie tylko w Legnicy. Jak zapowiadał nieobecny dziś Piotr Płomiński, podobne pikiety Fundacja Pro – Prawo do Życia planowała przeprowadzić m.in. w Lubinie, Złotoryi czy Jaworze.

IMG_4013Fundację oburzył fakt, że 11 września br. Sejm – głosami Platformy Obywatelskiej oraz lewicy – po raz kolejny odrzucił, i to już w pierwszym czytaniu, obywatelski projekt ustawy w pełni chroniącej życie ludzkie – od chwili od poczęcia.

– Jednym z posłów, głosujących za odrzuceniem projektu, był Robert Kropiwnicki z Legnicy, który poparł prawo pozwalające na zabijanie dzieci do 24 tygodnia od poczęcia. To gest antyobywatelski, gdyż nie pozwolił na przedłożenie projektu ustawy nawet do prac w komisji sejmowej – argumentował nieobecny organizator akcji.

10304335_446408408879700_6878668087135269548_nCzłonkowie ruchu domagającego się całkowitego zakazu przerywania ciąży przygotowali plakat, na którym umieścili zdjęcie nieznanego pochodzenia, przedstawiające uśmiercony płód ludzki (wypikselowane przez redakcję). Obok dokleili skopiowaną z sejmowej strony fotografię uśmiechniętego posła Roberta Kropiwnickiego.

Adam Brawata nie widzi w tym nic niestosownego. Jego zdaniem takie obrazy nie wyrządzają żadnych szkód dzieciom. Przekonuje ponadto, że za sprawą takich ludzi, jak Robert Kropiwnicki codziennie w polskich szpitalach, w wyniku aborcji, ginie troje dzieci.

.