Na świecie – miliony, w całej Polsce – tysiące, a w Jaworze kilkadziesiąt osób wzięło udział w strajku kobiet. Na ulice wyszły nie tylko panie, aby zaprotestować przeciwko ograniczaniu praw kobiet.
W tym roku w dniu ich święta panie upomniały się o swoje prawa. W Jaworze protest odbył się wieczorem. Do manifestacji przyłączali się też panowie. Jedni przyszli specjalnie, inni spontanicznie włączyli się w akcję. Został odczytany manifest, dwie panie zdecydowały się na zabranie głosu, w ciszy uczestnicy przeszli wokół rynku.
Po zakończeniu uczestnicy niechętnie rozeszli się do domów. Już bez mikrofonów i obecności lokalnych mediów panie odważniej podjęły dyskusję i zadeklarowały, że za rok – jeśli będzie taka potrzeba wyjdą – również na ulicę.
– Upominamy się o równość w pracy, utrzymanie standardów opieki okołoporodowej, dostęp do bezpłatnej antykoncepcji i badań prenatalnych, oraz o wdrożenie konwencji antyprzemocowej – powiedziała nam Joanna Mańkowska, jedna z organizatorek strajku. –
Dziękujemy uczestnikom za liczne przybycie. Panie zamiast świętowania wybrały protest. Zdecydowałyśmy, że same zawalczymy o naszą wolność – dodała Renata Krawczyk, inicjatorka strajku. W Jaworze manifestacja miała dodatkowy wymiar. To miasto chleba i pokoju, ale też rodzinna miejscowość szefowej gabinetu politycznego obecnego rządu.
Fot. Daniel Śmiłowski






















