Temu wyzwaniu chce sprostać nowy właściciel zamku w Jędrzychowie, dawnego zboru – Stowarzyszenie Nowe Kazamaty z Motyli koło Gromadki. – Zachowany zostanie każdy kamień, nam zależy przede wszystkim na ochronie dziedzictwa narodowego – zapewniają prezes Ewa Halbryt i jej zastępca Adam Chrzanowski (na zdj.).
Jak już informowaliśmy, decyzją biskupa legnickiego ruiny byłego zboru w Jędrzychowie przekazane zostały niedawno stowarzyszeniu notarialnym aktem darowizny. Nowy właściciel ma już plan i rozpoczął przygotowania, by go zrealizować. Ale najpierw zapytaliśmy, skąd pomysł, by zająć się taką budowlą.
– Zajmujemy się głównie pozyskiwaniem starych obiektów, którymi nikt się nie interesuje, by je ratować – mówi Ewa Halbryt. – Wcześniej staraliśmy się o poradzieckie bunkry koło Wilkocina, ale ostatecznie nic z tego nie wyszło. Szkoda. Szukaliśmy kolejnego wyzwania i wtedy pojawił się ten zamek. Zrobił na nas wielkie wrażenie. Jest piękny, a chcemy, by stał się perełką Dolnego Śląska.
Stowarzyszenie zamierza urządzić w nim salę koncertowo-widowiskową, która nie będzie jednak zamknięta na organizację innych imprez czy wystaw. Nowi właściciele podkreślają, że choć w powszechnej świadomości budowla funkcjonuje jako obiekt sakralny (dawny zbór), to jednak – zgodnie z dokumentacją – jest to „zamek w Jędrzychowie” i w tej formie chcą ją zachować.
Teraz, jak dodają, najważniejszą sprawą jest skompletowanie dokumentacji historycznej i znalezienie architekta, który wykona projekt adaptacji obiektu, za rozsądną cenę. Bo zanim cokolwiek można będzie robić, potrzebne są wszelkie urzędowe zgody. Ale jednocześnie trwają poszukiwania źródeł finansowania całej inwestycji. Ewa Halbryt nie ukrywa, że będzie pukać do każdych drzwi, także unijnych. Według bardzo wstępnych szacunków potrzeba kilkunastu milionów złotych.
– Zdobycie pieniędzy na remont nie będzie niemożliwe – twierdzi Adam Chrzanowski. – Chętnie też przyjmiemy pomoc, na przykład, w postaci wykonania pewnych prac.
Kiedy zamek otworzy podwoje? Licząc od zakończenia formalności urzędowych i otrzymania niezbędnych pozwoleń, sama inwestycja ma potrwać 3-4 lata. – Patrząc bardzo optymistycznie – zaznacza Ewa Halbryt.
Do tej pory szefowie stowarzyszenia rozmawiali na temat inwestycji m.in. z lokalnymi samorządowcami oraz przedstawicielami ZG Polkowice-Sieroszowice. Przed nimi jeszcze jedna ważna przeprawa z firmą, która postawiła słup na wprost jedynego wjazdu na dziedziniec zamku. Całkowicie blokuje drogę. W razie jakiegokolwiek zagrożenia żadna pomoc tam nie dojedzie.
UR




