Park, galeria a może jeszcze coś innego? Każdy kto przyszedł w sobotnie popołudnie, 1 października, na plac przed głogowskim ratuszem mógł – nawet na piśmie – złożyć takie czy inne życzenia z okazji 20. urodzin blaszanego płotu. Otacza on niezagospodarowany i zarośnięty teren leżący między ratuszem a ruinami kościoła św. Mikołaja. Wizytówką miasta raczej więc nie jest.
Organizatorzy urodzinowego happeningu zwołali chętnych do świętowania za pośrednictwem portalu społecznościowego. Impreza – jak podkreślali – miała charakter rozrywkowo-humorystyczny dla wszystkich, którzy dobrze życzą miastu. Bez polityki, piętnowania i wytykania. Chodziło tylko o to, by przypomnieć o płocie i pokazać poparcie dla każdej pozytywnej opcji, która spowoduje, że on zniknie.
Uczestnicy happeningu mieli okazję wpisać się do książki pamiątkowej, w której mogli wyrazić swoje życzenia dotyczące przyszłości placu za blaszanym płotem.
– Tam powinien być deptak – powiedziała nam głogowianka Martyna Rybka. – Byłoby więcej miejsca dla organizowania różnych imprez.
Podczas spotkania były też pokazy. Urodzinowy toast wzniesiono bezalkoholowym szampanem. Oczywiście był jeszcze tort z napisem: „20 lat minęło”.
Zarośnięty teren za blaszanym płotem od lat ma właściciela, ale – jak do tej pory – kolejnym władzom miasta nie udało się rozwiązać tego problemu. Zapytany o to podczas niedawnej konferencji prasowej w ratuszu prezydent Rafael Rokaszewicz powiedział: – Prowadzimy rozmowy z właścicielem. Potrzebuję czasu. Happening pokazuje, że jest to bolączka Głogowa. Nie dziwię się, ale to własność prywatna.
Składając życzenia niektórzy uczestnicy sobotniego happeningu mówili z uśmiechem: – Sto lat!
Mamy nadzieję, że – wyjątkowo – te życzenia się nie spełnią.
UR/FOT. UR














