Głogowska prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie wyjaśnienia przyczyny śmierci ośmiomiesięcznej dziewczynki. Kilka dni temu dwoje lekarzy usłyszało zarzuty.
– Dziecko zostało przyjęte do głogowskiego szpitala, a potem przewiezione do szpitala we Wrocławiu – informuje Liliana Łukasiewicz, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Legnicy (na zdj.). – Rodzice uważali, że transportowano je zbyt długo i niedostatecznie wyposażoną karetką aż ze Wschowy, mimo tego, że przed szpitalem stały właściwe ambulansy z legnickiego pogotowia – dodaje.
Dramatyczne wydarzenia miały miejsce w nocy z 7 na 8 stycznia 2013 roku. Około godz. 23 rodzice przywieźli chorą dziewczynkę do izby przyjęć w głogowskim szpitalu. Trafiła na oddział dziecięcy – zdiagnozowano u niej zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych. W takiej sytuacji dziecko powinno być przetransportowane do ośrodka specjalistycznego. Lekarka prowadząca wezwała karetkę z przychodni ze Wschowy, z którą szpital miał wtedy podpisaną umowę na przewóz chorych. Niestety, około godz. 3 w nocy, stan dziewczynki zaczął się pogarszać.
– Wystąpiły niezdiagnozowane prawidłowo objawy wstrząsu septycznego, co wymagało dodatkowej konsultacji anestezjologicznej oraz ponownej oceny stanu dziecka do transportu – wyjaśnia Liliana Łukasiewicz. – Tymczasem konsultacji nie wykonano i bez niej rozpoczęto przewóz dziecka do Wrocławia.
W drodze stan dziewczynki pogorszył się, lekarz zatrzymał karetkę i wezwał pogotowie ratunkowe, które udzieliło chorej pomocy. Dziecko zmarło po trzech dniach na oddziale intensywnej terapii.
Niedawno prokurator otrzymał opinię biegłych z warszawskiego zakładu medycyny sądowej. Specjaliści z zakresu medycyny sądowej, pediatrii i medycyny ratunkowej stwierdzili, że działania lekarki w szpitalu w Głogowie oraz lekarza ze Wschowy, który podjął się transportu, naraziły dziewczynkę na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Oboje usłyszeli zarzuty.
– Doktor Katarzyna L. o to, że nieprzytomną dziewczynkę z zapaleniem opon mózgowo rdzeniowych i objawami rozwijającego się wstrząsu septycznego przekazała do transportu medycznego bez odpowiedniej konsultacji anestezjologicznej w celu wyrównania stanu klinicznego, co ułatwiłoby prowadzenie sztucznej wentylacji, gdyby wystąpiły zaburzenia oddechowe, a tak się stało podczas transportu oraz o to, że wiedząc o pogarszającym się stanie zdrowia dziecka, nie podjęła starań o przetransportowanie go najbliższą dostępną karetką specjalistyczną, która była w dyspozycji pobliskiego pogotowia, ale przekazała dziewczynkę do karetki transportowej z odległej Wschowy – wyjaśnia rzecznik legnickiej prokuratury. – Przez to nieumyślnie doprowadziła do śmierci dziecka na skutek niewydolności oddechowej i krążeniowej.
Radosław W., lekarz z karetki, pogotowia usłyszał zarzut narażenia małej pacjentki na niebezpieczeństwo oraz nieumyślnego spowodowania śmieci przez to, że przyjął ją do transportu medycznego mimo tego, że była nieprzytomna, a co więcej – z rozwijającymi się objawami wstrząsu septycznego i nie mając odpowiedniej konsultacji anestezjologicznej.
Według biegłych, w tym konkretnym przypadku, lekarka nie powinna czekać na karetkę ze Wschowy, tylko starać się o przewiezienie dziecka karetką specjalistyczną pobliskiego pogotowia ratunkowego, choć szpital nie miał umowy z tą firmą. W razie odmowy, powinna zwrócić się o pomoc do Koordynatora Ratownictwa Medycznego we Wrocławiu. Dopiero gdyby ten nie wysłał karetki specjalistycznej, mogła wezwać karetkę przeznaczoną do transportu chorych.
– Jednocześnie biegli wskazali, że nawet w sytuacji przeprowadzenia konsultacji anestezjologicznej, rokowania w przypadku zapalenia opon mózgowo rdzeniowych z objawami wstrząsu septycznego są bardzo poważne i obarczone dużą śmiertelnością – dodaje Liliana Łukasiewicz.
Oboje podejrzani nie przyznali do popełnienia przestępstwa. Katarzyna L. skorzystała z prawa do odmowy wyjaśnień. Radosław W. twierdził, że chciał ratować dziecko, a jedynym rozwiązaniem był jak najszybszy transport do Wrocławia. Podejrzanym grozi do 5 lat więzienia. Śledztwo jest w toku.
UR/FOT. ARCHIWUM




