Anna Józków i Weronika Widuch, uczennice klasy VIII Szkoły Podstawowej nr 4 w Polkowicach, były posłankami na XXV sesję Sejmu Dzieci i Młodzieży, która odbyła się 1 czerwca w Warszawie. Opowiedziały nam o swoich wrażeniach i przemyśleniach.
Sobotnie wrażenia dla Ani Józków i Weroniki Widuch były – jak same to określają – „niesamowite”, a takiego Dnia Dziecka „nigdy nie zapomną”.
– Wypowiedzi młodych parlamentarzystów nie były laurkami pod adresem dorosłych, ale padały tam słowa gorzkie, słuszne – dodają.
Myślą przewodnią tegorocznych obrad były losy posłów Sejmu II RP w czasie II wojny światowej i okupacji. Ale, jak się okazało, nie wszystko poszło zgodnie z planem.
– Podczas ubiegłorocznej sesji Sejmu Dzieci i Młodzieży wniesiono poprawkę, aby w tym roku tematy dotyczyły spraw współczesnych, ale, jak widać, tak się nie stało – mówi Weronika. – No i wyszło na to, że „dzieci i ryby głosu nie mają”. W efekcie, niektórzy młodzi posłowie poczuli się oszukani i zlekceważeni, i sami zmienili temat debaty sejmowej. A najwięcej mówili o tym, co dzieje się w obecnej oświacie. Jeden z nich zadał pytanie skierowane do minister oświaty, choć jej wtedy nie było, czy dobrze się czuje z tym, że ucieka z kraju do Brukseli. W sali obrad był wtedy wiceminister oświaty, ale odpowiedzi nie było. Z kolei inny uczestnik posiedzenia pytał o to, czy zmieni się obecny system edukacji historycznej dotyczący, na przykład tego, że przeszłości nie można oceniać tylko w kategoriach czarno-białych.
Co jeszcze zrobiło wrażenie na polkowickich uczennicach podczas obrad? To, że przy mównicy niektórzy młodzi parlamentarzyści zachowywali się jak „rasowi” politycy, ze sporym doświadczeniem, a zdecydowana większość w sali zachowywała się bardzo poprawnie. Jeden z uczestników zwrócił nawet uwagę na to, że w tych obradach powinno uczestniczyć więcej dorosłych posłów, żeby mogli zobaczyć, jak mogą przebiegać takie posiedzenia: bez krzyków i obrażania innych.
Posłanki z polkowickiej „czwórki” nie zabrały głosu podczas obrad, ale jak mówią, na przemówienia – podczas trzygodzinnej sesji – była tylko godzina i nawet ci, którzy zdążyli zapisać się do głosu, nie zdążyli stanąć przy mównicy.
– Jak mówił jeden z kolegów, dwie minuty w Dzień Dziecka na jedną przemowę, w tym oficjalne powitanie, to za mało – dodaje Ania.
Nawet pomimo wielkich aspiracji młodych ludzi, w Sejmie Dzieci i Młodzieży można uczestniczyć tylko raz. Czy sejmowa przygoda zaintrygowała uczennice polkowickiej „czwórki”, które swoją przyszłość, jak nam zdradziły, wiążą z medycyną?
– Wychodząc z sejmu, minęłyśmy przed budynkiem grupę strajkujących lekarzy – wspomina Weronika i dodaje: – Bycie posłanką czy posłem nie jest takie łatwe, jak się wydaje.
Na dowód tego uczennice podają jedną z poprawek wniesionych podczas sobotniego SDiM. Dotyczyła ona tego, by takie posiedzenia obywały się dwa razy w roku i aby było więcej czasu na wystąpienia przy mównicy.
– Poprawka ta została jednak odrzucona przez dorosłych posłów, nadzorujących przebieg naszego posiedzenia – dodaje Ania.
Przed rozpoczęciem XXV sesji Sejmu DiM z reprezentacją młodzieży spotkał się marszałek Sejmu Marek Kuchciński. W obradach uczestniczyli też m.in. wiceminister edukacji oraz rzecznik praw dziecka.
Dodajmy, że co roku kandydaci na młodzieżowych posłów muszą przygotować w dwuosobowych zespołach relacje z wykonania zadania, które oceniają eksperci Instytutu Pamięci Narodowej. W tym roku temat brzmiał: „Losy i działalność posła sprawującego mandat w latach 1918-39, a który podczas II wojny światowej działał dla dobra ojczyzny. Od początku działalności dziecięcego sejmu sesji nie było jedynie w 1999 r., a w zeszłym roku została przełożona z 1 czerwca na 27 września, m.in. z powodu trwającego wtedy w Sejmie protestu osób niepełnosprawnych i ich rodzin. W reakcji na to, 1 czerwca odbyło się alternatywne posiedzenie pod nazwą – Parlament Dzieci i Młodzieży.
Fot. UR/SP nr 4 w Polkowicach




