Powracamy do sprawy protestujących mieszkańców ul. Piłsudskiego 26 w Złotoryi. Gdy po raz pierwszy pisaliśmy o sprawie, uzyskaliśmy tylko stanowisko miejscowego Ratusza na ten temat. Dziś natomiast udało nam się porozmawiać także z drugą stroną sporu.
Przypomnijmy, sprawa zaczęła się od zdjęcia umieszczonego w poniedziałek na facebookowej grupie Nasza Złotoryja. Widać na nim samochód z rozwieszonym transparentem „Dość kłamstw, układów i kolesiostwa w urzędzie miasta”. Okazało się, że autorami tego napisu są niezadowoleni mieszkańcy kamienicy przy Piłsudskiego 26, którzy kilka dni temu otrzymali nakaz eksmisji z zajmowanego nielegalnie lokalu. Miasto w zamian zaproponowało im dużo mniejsze mieszkanie przy ul. Łąkowej 19. Więcej o sprawie pisaliśmy tutaj.
– Burmistrz po prostu chce sobie wyczyścić nami buty. Uważa, że próbujemy wymóc na nim mieszkanie komunalne, pomijając listę osób oczekujących. A nam tylko zależy na tym, żeby eksmisja została przeprowadzona zgodnie z prawem, czyli z wyrokiem sądu. Tam jest wyraźnie napisane, że Urząd Miejski zobowiązany jest zapewnić lokale wszystkim eksmitowanym. My natomiast mamy się przenieść do jednego lokalu w dziewięć osób – tłumaczy Angelika Wartalska, jedna z lokatorek kamienicy przy ul. Piłsudskiego 26. – Poza tym jedna z mieszkających tu osób nie dostała nakazu eksmisji, mimo że miasto wiedziało o tym, że przebywa ona w tym mieszkaniu – dodaje.
Problemem dla niezadowolonych złotoryjan jest także sama lokalizacja nowego lokum oraz warunki, w jakich mieliby wkrótce zamieszkać. Ich zdaniem są one o wiele gorsze od dotychczasowych. – To jest śmiechu warte. 57 metrów kwadratowych na dziewięć osób i to jeszcze na Łąkowej. Tam się przyznaje lokale osobom z problemami alkoholowymi albo tym, którzy zalegają z płatnościami, a nas to zupełnie nie dotyczy. Mój nieżyjący tata kiedyś mieszkał na tej ulicy. Opiekowałam się nim, więc mogę coś na ten temat powiedzieć. Libacje alkoholowe i bijatyki na środku to tam codzienność i to w środku dnia. Wiem, że w mieście są wolne lokale, np. na Konopnickiej czy Sportowej – uważa pani Angelika.
Protestujący twierdzą też, że w przyznanym im lokalu zameldowany jest mężczyzna, który przebywa obecnie w zakładzie psychiatrycznym. Obawiają się sytuacji, jaką mogą zastać po jego powrocie.
Z kolei przedstawiciele ratusza stoją na stanowisku, że w całej sprawie nie doszło do żadnego naruszenia przepisów, a już na pewno nie ze strony urzędników. – Ci państwo uważają, że burmistrz nie respektuje prawa, a przecież wyrok sądu został wydany właśnie na podstawie obowiązujących przepisów prawa. Poza tym odwołali się od niego i to też nie przyniosło oczekiwanych skutków. Jeżeli ktoś zajmuje lokal bezprawnie to zwyczajnie powinien go opuścić. Miasto zaproponowało tym osobom wyremontowane mieszkanie przy ul. Łąkowej, ale przecież oni nie muszą się na to zgodzić. Mogą zamieszkać pod swoimi wcześniejszymi adresami. Nie widzę powodów, dla których mieliby otrzymać lokale socjalne w mieście poza kolejnością. Na liście oczekujących zajmują miejsce dopiero w drugiej połowie pierwszej setki – uważa Piotr Maas, rzecznik Urzędu Miejskiego w Złotoryi.
Rzecznik zdementował również informację, jakoby w mieszkaniu na Łąkowej był ktokolwiek zameldowany, a także odniósł się do jednej z osób, która nie otrzymała nakazu eksmisji: – Jest to kilkumiesięczne dziecko, które urodziło się już po wyroku sądu.
Wszystko wskazuje na to, że w tej sprawie urzędnicy zdania nie zmienią, co oznacza, że mieszkanie przy Piłsudskiego 26 do piątku powinno zostać opuszczone. Czy jego dotychczasowi mieszkańcy zdecydują się na przenosiny na ul. Łąkową? Z transparentami udali się do ratusza, podejmując rozpaczliwą próbę przekonania burmistrza do swoich racji. Do żadnej rozmowy jednak nie doszło. Tymczasem po Złotoryi znowu jeździł samochód z transparentem „Dość kłamstw, oszustw i kolesiostwa w urzędzie miasta”…




