Budżet pod znakiem zapytania. Mieszkańcy go nie rozumieją (FOTO)

Nadal nie wiadomo, czy Złotoryja dołączy do coraz liczniejszej grupy polskich miast korzystających z instytucji budżetu obywatelskiego. Spotkanie burmistrza z mieszkańcami niewiele przyniosło w tej sprawie. Zabrakło merytorycznych argumentów, na sali panował chaos, a dyskusja często schodziła na boczne tory. Okazało się też, że wielu mieszkańców zwyczajnie nie rozumie jeszcze istoty budżetu obywatelskiego.

Debata wyjątkowo nie odbyła się w złotoryjskim ratuszu, lecz w sali klubowej Złotoryjskiego Ośrodka Kultury i Rekreacji. – Spotykamy się, bo problem został wywołany już dużo wcześniej przez radnych i mieszkańców. Na moje biurko wpłynęła też petycja w tej sprawie od radnej Agnieszki Zawiślak – rozpoczął burmistrz Robert Pawłowski. Okazuje się, że temat budżetu obywatelskiego interesuje coraz więcej złotoryjan, bo z zaproszenia skorzystało blisko czterdziestu mieszkańców. To zdecydowanie więcej niż podczas poprzednich tego typu spotkań. Wiele osób po raz pierwszy wzięło udział w publicznej debacie.

Burmistrz przez blisko godzinę starał się przybliżyć zgromadzonym, czym w ogóle jest budżet partycypacyjny (BP), jakie są jego wady i zalety. – Z pełną perfidią będę używał sformułowania budżet partycypacyjny, a nie budżet obywatelski, bo tak to zostało naukowo zdefiniowane – uważa burmistrz Pawłowski. Szef samorządu mówił też o innych formach aktywności społecznej, które jego zdaniem w Złotoryi nie zostały wykorzystane. – Wielu uważa mnie za przeciwnika takiego rozwiązania, ale mi po prostu szkoda na to pieniędzy. Budżet ten to ostatni szczebel drabiny partycypacji społecznej, a my nie wykorzystaliśmy innych – mówił. Podkreślił też, że wprowadzenie BP ograniczy inne wydatki i nie spowoduje, że w miejskiej kasie będzie więcej pieniędzy. Argumentów na „nie” padło z jego strony dużo więcej.

Wtórowała mu dr Anna Feja-Paszkiewicz z Wydziału Prawa Uniwersytetu Zielonogórskiego: – Musimy zdać sobie sprawę, że budżet partycypacyjny ma mnóstwo korzyści, ale też wiele niebezpieczeństw. Zielona Góra na przykład odeszła od swobodnego zgłaszania projektów, bo szkoły były bardzo zorganizowane i zawłaszczały tę instytucję.

Jako negatywny przykład wykorzystania BP burmistrz przywołał również Łódź i Głogów. W tym drugim – jak twierdzi – zawsze zwyciężała jedna dzielnica, ponieważ liderzy zgłoszonego projektu byli mocno zorganizowani, chodzili po domach i przekonywali mieszkańców. Natomiast we wzorowej pod względem wykorzystania BP Łodzi zaczęto dostrzegać wady i coraz mniej ludzi się w to angażuje.

Mieszkańcy nerwowo spoglądali na zegarki, oczekując, że zaraz rozpocznie się debata, jaką sobie wyobrażali. Z sali słychać było głosy: „Nie przyszliśmy tu na wykład akademicki, tylko na dyskusję”. Jak się jednak chwilę później okazało, to miejscami nudne wprowadzenie burmistrza było potrzebne.

Gdy już złotoryjanie mogli się wypowiedzieć, najpierw doszło do słownej przepychanki pomiędzy jednym z mieszkańców a grupą radnych na temat niezwiązany z tematem spotkania. Padły też propozycje podzielenia miasta i BP na kilka, a nawet kilkanaście obszarów, w których miałyby być realizowane projekty. Pojawiły się też pomysły budowy w ramach obywatelskiego budżetu… basenu, ścieżek rowerowych czy remontu dróg. – Nie mylmy inicjatyw z inwestycjami, bo zwykły remont chodnika czasami kosztuje milion złotych – zauważyła Barbara Zwierzyńska-Doskocz, prezes stowarzyszenia Nasze Rio, dla której istotą BP jest edukowanie i aktywizowanie lokalnego społeczeństwa. Jej zdaniem w Złotoryi powinien być jeden otwarty budżet bez dzielenia go na kawałki.

Mieszkańcy otrzymali ankiety do wypełnienia, w których znalazło się kilka pytań związanych z budżetem partycypacyjnym. Pod koniec rozmowa zaczęła schodzić na boczne tory. Goście dyskutowali między sobą, inni natomiast pytali burmistrza o zupełnie inne sprawy. Było wzajemne przekrzykiwanie się, na sali zapanował chaos…

Pierwsza debata na temat złotoryjskiego budżetu obywatelskiego miała przede wszystkim charakter edukacyjny. Pokazała również, że wielu mieszkańców nie do końca rozumiało wcześniej czym, jest taki budżet i jakiego rzędu kwoty są w jego ramach dostępne. Być może kolejne spotkanie, jeśli do takowego dojdzie, będzie bardziej merytoryczne i konstruktywne.

.

Fot. Szymon Kwapiński

.