Na dzisiejszej sesji radni zajęli się wnioskiem Zespołu ds. Nazewnictwa Ulic i Placów, dotyczącym nadania nowych nazw kilku ulicom w mieście. Imię lekarza Tadeusza Łabno nadano części ulicy Piaskowskiego. Nazwę Bieniowicka otrzymała droga wewnętrzna, położona w sąsiedztwie ulicy Pątnowskiej. Z kolei traktowi w sąsiedztwie ulic Jurosa, Gumińskiego i Karlińskiego nadano imię znanego dziennikarza, popularyzatora wiedzy o historii miasta i radnego – Włodzimierza Kalskiego.
– Włodek był doskonałym dziennikarzem, publicystą i prawdziwym miłośnikiem Legnicy – zauważa radny miejski i oficer prasowy policji Sławomir Masojć. – Zawodowo przez wiele lat związany był z „Konkretami”, gdzie zajmował się tematyką gospodarczą i społeczną. Był także autorem książek o Legnicy. Ostatniej, niestety, nie zdążył wydać.
Masojć wspomina kulisy jej powstawania. – Któregoś razu Włodek przyszedł do mnie z ciekawą propozycją. Chciał przedstawić legniczanom pracę policji, której nie widać na co dzień. Opisał między innymi pracę techników kryminalistyki, funkcjonariuszy zajmujących się fałszywymi pieniędzmi i dyżurnych odbierających telefony alarmowe. Dużo czasu poświęcił policjantom zajmującym się przestępczością gospodarczą – wspomina.
Na swojej stronie masojc.pl policjant opisuje czas spędzony z Kalskim. „Pracowaliśmy wspólnie przez kilka lat. Włodek wsiadał ze mną do samochodu i jeździliśmy za patrolami na interwencje, notując nietypowe zdarzenia. Kilkanaście nocy przesiedzieliśmy na stanowisku kierowania wyłapując co ciekawsze tematy. Wymyślił w końcu, że napisze książkę o najważniejszych zdarzeniach i aferach kryminalnych naszego miasta. Miał to byś taki legnicki Pitaval.
Skrupulatnie zbierał informacje posiłkując się dokumentami z archiwum prokuratury oraz wiedzą i doświadczeniem ówczesnego naczelnika wydziału kryminalnego legnickiej policji Wojciecha Dudka. Kilka rozdziałów tej książki, dotyczących poszczególnych kryminalnych spraw, opublikowano w „Konkretach”. Książka jednak nie zdążyła się ukazać. Włodek skończył ją pisać, poprosił mnie o napisanie wstępu i kiedy wszystko było gotowe, zachorował. Publikacja nie doszła do skutku. Bardzo szkoda, gdyż poświęcił tej pracy wiele miesięcy. Została gdzieś w jego komputerze… Jestem przekonany, że byłaby to ciekawa lektura nie tylko dla mieszkańców Legnicy.
Pamiętam Włodzimierza Kalskiego, który z otwartymi z ciekawości ustami słuchał opowieści policjantów trzymając w jednej dłoni długopis, a w drugiej papierosa, którego prawie nigdy nie dopalał. Zazwyczaj słuchając i notując zapominał o nim i w końcu trzymał między palcami sam filtr z kilkucentymetrowym popiołem na końcu, który nagle spadał mu na notes. Pamiętam także jego torbę dziennikarską przewieszoną przez ramię, gdzie zawsze miał kanapki. Czasem, gdy pracowaliśmy w nocy, dzielił się nimi z policjantami w radiowozie. Nigdy nie zapomnę także jego brawurowej jazdy samochodem. Był jedynym człowiekiem potrafiącym przejechać trasę z ul. Asnyka do legnickiego Rynku w około pół godziny, jadąc praktycznie tylko na dwóch pierwszych biegach. Nie udawało mu się rozpędzić auta ponad dwadzieścia kilometrów na godzinę. Wysiadając mówił krótko: „wiem, wiem….brak wprawy i tyle”.
Włodzimierz Kalski zmarł po długiej chorobie w maju 2007 roku.




