Do pięciu lat więzienia grozi 55-letniej lekarce Katarzynie L. i 47-letniemu lekarzowi z karetki pogotowia Radosławowi W. oskarżonym przez głogowską prokuraturę w związku ze śmiercią ośmiomiesięcznej dziewczynki. Dziecko przewieziono w ciężkim stanie karetką ze szpitala w Głogowie do Wrocławia, gdzie po kilku dniach zmarło. Akt oskarżenia wpłynął do miejscowego sądu pod koniec marca.
– Prokurator w oparciu o opinie biegłych ocenił, że oboje lekarze narazili dziecko na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub doznania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu i przez to nieumyślnie doprowadzili do jego śmierci – informuje Liliana Łukasiewicz (na zdj.), rzecznik Prokuratury Okręgowej w Legnicy.
Rodzice od początku uważali, że kiedy w głogowskim szpitalu zdiagnozowano u dziecka zapalenie opon mózgowych, to zwlekanie z decyzją o natychmiastowym transporcie karetką do Wrocławia doprowadziło do pogorszenia stanu zdrowia córeczki, a potem nieudanej reanimacji i, w konsekwencji, jej śmierci we wrocławskim szpitalu – 10 stycznia 2013 roku. Dlaczego nie było takiej decyzji?
Dramat rodziny zaczął się 7 stycznia 2013 r. Około godz. 21 matka przywiozła chorą dziewczynkę do izby przyjęć głogowskiego szpitala. Doktor Katarzyna L. zdiagnozowała u niej zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych i przyjęła ją na oddział.
– Ponieważ przy takim rozpoznaniu dziecko winno być przetransportowane do szpitala specjalistycznego we Wrocławiu, lekarka prowadząca wezwała karetkę z przychodni ze Wschowy, z którą szpital miał wówczas podpisaną umowę na przewóz chorych – wyjaśnia Liliana Łukasiewicz. – Nie podjęła działań, aby dziecko przewieźć karetką Pogotowia Ratunkowego z Legnicy stacjonującą w pobliżu szpitala. W nocy u dziewczynki wystąpiły niezdiagnozowane prawidłowo objawy wstrząsu septycznego, które wymagały dodatkowej konsultacji anestezjologicznej i ponownej oceny stanu dziecka do transportu celem wyrównania stanu klinicznego. Należało podłączyć płyny infuzyjne i zabezpieczyć drogi oddechowe poprzez zaintubowanie dziecka,
co ułatwiłoby prowadzenie sztucznej wentylacji w przypadku wystąpienia zaburzeń oddechowych i zwiększyło szanse dziecka na przeżycie podczas transportu.
Tymczasem takiej konsultacji nie było, a lekarz Radosław W. przyjął małą pacjentkę do karetki i wyjechał do Wrocławia. Kiedy w drodze stan dziewczynki pogorszył się, lekarz zatrzymał karetkę i wezwał pogotowie ratunkowe, które udzieliło dziewczynce właściwej pomocy. Dziecko zmarło po trzech dniach na oddziale intensywnej terapii wrocławskiego szpitala.
Biegli stwierdzili, iż w tym konkretnym przypadku lekarka nie powinna czekać na karetkę ze Wschowy, ale starać się o przewiezienie dziecka karetką specjalistyczną pobliskiego pogotowia ratunkowego, mimo braku umowy z firmą. Gdyby ta odmówiła, to powinna zwrócić się o pomoc do Koordynatora Ratownictwa Medycznego we Wrocławiu.
– Dopiero gdyby ten nie zadysponował karetki specjalistycznej, winna poprzestać na karetce przeznaczonej do transportu chorych – dodaje rzecznik prokuratury. – Natomiast lekarz Radosław W. nie powinien był przyjmować dziecka w takim stanie do transportu, to znaczy, bez konsultacji, niemniej jednak podjęte przez niego działania medyczne, po tym jak u dziecka wystąpiły zaburzenia oddechowe, były prawidłowe. Jednocześnie biegli wskazali, że nawet w sytuacji dokonania konsultacji anestezjologicznej rokowania w przypadku zapalenia opon mózgowo rdzeniowych z objawami wstrząsu septycznego są bardzo poważne i obarczone dużą śmiertelnością.
W styczniu oboje lekarze usłyszeli zarzuty. Doktor Katarzyna L. o to, że nieprzytomną dziewczynkę z rozpoznanym zapaleniem opon mózgowo rdzeniowych i z objawami rozwijającego się wstrząsu septycznego przekazała do transportu medycznego bez odpowiedniej konsultacji anestezjologicznej oraz o to, że wiedząc o pogarszającym się stanie zdrowia dziecka nie podjęła starań o przetransportowanie dziewczynki najbliższą dostępną karetką specjalistyczną. Przez to nieumyślnie doprowadziła do śmierci dziecka na skutek niewydolności oddechowej i krążeniowej. Lekarz Radosław W. usłyszał zarzut narażenia dziecka na niebezpieczeństwo oraz nieumyślnego spowodowania śmieci przez to, że przyjął dziewczynkę do transportu medycznego pomimo nieprzytomności i rozwijających się objawów wstrząsu septycznego, nie mając stosownej konsultacji anestezjologicznej.
Podejrzani nie przyznali do popełnienia przestępstwa. Katarzyna L. skorzystała z prawa do odmowy wyjaśnień. Podała jednak, że przed transportem konsultowała czynności lecznicze z lekarzami specjalistami z Wrocławia. Radosław W. wyjaśnił, że działał na zlecenie pediatry, a stan dziecka w chwili jego przyjmowania do transportu nie wskazywał na bezpośrednie zagrożenie życia. Kiedy zgłosił się na oddział dziecięcy, lekarz prowadzący nie zszedł do niego, nikt też nie mówił o nieprzytomności, ani o drgawkach, których sam także nie zaobserwował. Chciał ratować dziecko, a jedynym rozwiązaniem było jak najszybsze przewiezienie go do Wrocławia. Podejrzanym grozi do 5 lat pozbawienia wolności.
UR




