Tytułowe pytanie było tematem wczorajszego spotkania w podgłogowskich Serbach zorganizowanego Solidarność Rolników Indywidualnych. Czy jego uczestnicy poznali odpowiedź? Trudno to ocenić, choćby dlatego, że większość czasu pochłonęło omówienie tego, co dzieje się w polskim rolnictwie – w kontekście rządów obecnej koalicji. Ale emocje były.
W spotkaniu wzięli udział wiceprzewodniczący Sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi Jan Krzysztof Ardanowski, głogowski poseł Wojciech Zubowski, senator Dorota Czudowska, przewodnicząca Rady Powiatowej Dolnośląskiej Izby Rolniczej powiatu głogowskiego Alicja Mochol-Kędziora oraz Bogusław Barnaś z rolniczej Solidarności.
Alicja Mochol-Kędziora przypomniała postulaty, jakie wysunięto podczas trwającego obecnie protestu rolników. Dotyczą one m.in. spadku opłacalności produkcji oraz sprzedaży gruntów podstawionym osobom, wskutek czego „kapitał zagraniczny ma polską ziemię”. Mówiła też o braku kontroli nad żywnością sprowadzaną z zagranicy, nadmiernej biurokratyzacji, a także – prawa w zakresie odnawialnych źródeł energii i polityki wsparcia dla młodych rolników, choćby w zakresie kształcenia.
– Musimy mieć w Polsce własne, podstawowe produkty – mówił poseł Ardanowski (PiS).
Zwrócił uwagę, m.in., na średnie (4-5-hektarowe) gospodarstwa, którym należałoby umożliwić sprzedaż nadwyżki w handlu bezpośrednim. W tym kontekście wspomniał też o pierwszym przetwórstwie pytając, po co od razu budować fabryki, skoro – jeśli w gospodarstwie są np. owoce to można robić z nich przetwory i sprzedawać. Ale do tego potrzebne jest prawo legalizujące taką działalność.
– Posłowie mają nas za nic – mówił Antoni Jurowicz, jeden z uczestników spotkania. – Gdzie jest gospodarka planowa? Kto u nas produkuje cukier i mleko? Powinny być gwarancje. Francuzi i Niemcy bronią swoich rynków, a u nas tego nie ma.
– Chcemy wprowadzić gwarancje dzierżawne, jak we Francji, by rolnicy prowadzili działalność na gruntach dzierżawionych, co powstrzymałoby wyprzedaż ziemi obcokrajowcom. To jest pomysł – zapowiedział wiceszef komisji sejmowej, który w pewnym momencie stwierdził, że „dopóki jest ta władza, to nic nie wyjdzie”.
– Siedzę tu już półtorej godziny i szkoda mi czasu na takie rozmowy – podsumował jeden z uczestników.
Ale nie dało się też ukryć zaskoczenia obecnych w sali informacjami, jakie przekazał poseł Ardanowski, np. na temat sprzedaży Duńczykom znanych zakładów produkujących wędliny, problemów z obrotem zbożem w polskich portach, a także w gorzelnictwie, albo systemu dopłat bezpośrednich.
– Dlatego takie spotkania są potrzebne, nie tylko dla rolników, bo poruszane tematy dotyczą wszystkich Polaków – powiedział nam Bogusław Barnaś. – Chodzi też o to, by zrozumieć postulaty rolników. Przywrócić rzeczywistość, że to nie tylko nowe, drogie traktory, jak to się pokazuje, ale problem głównie małych gospodarstw, które za jakiś czas upadną, jeśli nie będzie zmian – dodaje, przyznając jednak, że to wczorajsze spotkanie odbiegało trochę od oczekiwań.
UR




