LEGNICA. Rzeź zabytków trwa w najlepsze (WIDEO)

Zrzut ekranu 2016-04-27 o 18.30.53 (1)Neuland, czyli legnickie modernistyczne osiedle z lat 30. ubiegłego wieku, od lat systematycznie dewastują sami mieszkańcy. Sprawę oszpecenia unikatowego w skali kraju zespołu architektonicznego opisywały już ogólnopolskie media. Mimo to, proceder trwa w najlepsze.

„Rzeź legnicka” – tak na łamach Gazety.pl zatytułował swój reportaż o osiedlu Neuland znany dziennikarz i pisarz, specjalista od architektury –  Filip Springer. „Legnicki Neuland wygląda tak, jakby przeszło przez to osiedle tornado niosące ze sobą wszystkie zarazy polskiej przestrzeni. Ocieka ignorancją i brakiem jakiegokolwiek szacunku dla historii” – napisał. O sprawie usłyszała cała Polska. W Legnicy… przeszła jednak bez echa. Niedawno zniszczono kolejny budynek. Temat podjął tygodnik „Konkrety”.

– To jest bardzo smutne, że ludzie w ogóle nie rozumieją, nie doceniają tej architektury, nie dociera do nich, że robią złe rzeczy – zauważa Honorata Rajca, dziennikarka gazety. – Uważają, że przeprowadzili piękny remont i zastanawiają się, o co chodzi tym, którym się to nie podoba. Podczas gdy odpowiedzialne służby konserwatorskie  właściwie nad tym nie panują.

W efekcie mamy, co mamy. Oryginalne luksfery w kolejnym budynku chronionego zespołu urbanistycznego zastąpiono plastikowymi oknami, zniekształcającymi wystrój fasady.

Róbta, co chceta – tak do remontów zabytkowych kamienic podchodzą w Legnicy wspólnoty mieszkaniowe.

– We wniosku nie było ani słowa o likwidacji luksferów. Można sądzić, że to samowola budowlana i właśnie z tego powodu ratusz wystąpił do Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego – wyjaśnia Arkadiusz Rodak, rzecznik legnickiego magistratu.

– Będzie nakazany powrót do stanu poprzedniego, poprzez zamontowanie luksferów na całej wysokości fasady budynku – zaznacza Janina Dubiel, powiatowy inspektor nadzoru budowlanego.

O komentarz poprosiliśmy przedstawiciela firmy Agbud, zarządzającej nieruchomością przy ulicy Staszica i odpowiedzialnej za dewastację zabytku. Niestety, w siedzibie firmy nie zastaliśmy jej szefa. Sekretarka oznajmiła, że jest nieobecny i że komentarza nie będzie.

Dlaczego? Bo nie. Tak już w Legnicy się utarło, że odpowiedzialność ponosi się za złe parkowanie, siusianie w nieodpowiednim miejscu, deptanie trawników czy głośne puszczanie muzyki. Dewastacja zabytków to nic, w tym względzie panuje wolna amerykanka. Coś drgnęło w tej konkretnie sprawie wyłącznie dlatego, że tematem zajęły się media i… zwyczajnie nie wypadało postąpić inaczej.