LUBIN. Stokowiec: Trzymamy się planu i nie panikujemy

_MG_7508KGHM Zagłębie Lubin we wczorajszym meczu odniosło piąte wiosenne zwycięstwo w Ekstraklasie. Podopieczni Piotra Stokowca tym razem rozbili wicelidera – Piast Gliwice 4:1. Dwie bramki dla lubinian zdobył Łukasz Janoszka a po jednej dorzucili Filip Starzyński i Filip Jagiełło.

Lubinianie pomimo przerwy w rozgrywkach na boisku prezentowali się z podobnym polotem jak przed zgrupowaniem reprezentacji Polski, dzięki czemu już w pierwszych minutach stłamsili zawodników z Gliwic.

– Cieszę się, że drużyna po tej przerwie na kadrę i przy okazji świątecznej dalej dobrze funkcjonuje. To potwierdza tylko to, że plan, który sobie tutaj założyliśmy jeśli chodzi o strategię grania, przygotowanie motoryczne i mentalne to wszystko dobrze funkcjonuje i ten plan jest właściwy. – mówił Piotr Stokowiec, trener KGHM Zagłębia Lubin.

Podopieczni trenera Stokowca potwierdzając swoją bardzo dobrą dyspozycje jeszcze bardziej zbliżyli się do podium Ekstraklasy. W tym momencie tracą już tylko punkt do trzeciej Cracovii. W Lubinie jednak nikt nie popada w hurra optymizm.

– Nie jestem łasy na pochwały, ale odporny na krytykę. Spokojnie dalej robimy swoje, wiem że na pewno kiedyś jakiś moment przyjdzie i poprzeczkę zawieszamy coraz wyżej, ale jesteśmy gotowi na dobrą grę i tą grę na razie sprzedajemy. – podkreśla szkoleniowiec KGHM Zagłębia.

W pewnym momencie spotkania z Piastem wydawało się, że wymyka się ono spod kontroli lubinian. Piast zdobył bramkę na 3:1, a potem miał jeszcze swoje szansę na bramkę kontaktową.

– Przy 3:0 nie można być spokojnym, bo tu chwila nieuwagi, trochę przemeblowaliśmy skład a trochę weszło młodych zawodników, także tu nie można być niczego pewnym, bo to jest futbol. Skoro my potrafiliśmy w dziewięć minut, czy tam krótszym okresie czasu strzelić dwie bramki to dlaczego Piast miałby tego nie zrobić. Ja jestem spokojny dopiero po ostatnim gwizdku sędziego, a tak to cały czas trzeba się mieć na baczności. – przestrzega przed przedwczesnym ferowaniem wyników Stokowiec.

Sporo wpływ na zamieszanie na boisku miała zmiana Jakuba Tosika na Filipa Jagiełło, czyli gracza defensywnego na ofensywnego. Przez to więcej zadań w destrukcji przejął Filip Starzyński, który jest zdecydowanie bardziej zawodnikiem, który pracuje w ataku. Sytuacja uspokoiła się dopiero, gdy w miejsce reprezentanta Polski pojawił się Adrian Rakowski.

– I tak z tymi zmianami trochę zaryzykowaliśmy. Trzymamy się jakiegoś planu i nie panikujemy. Myślę, że nam to nie najgorzej wychodzi. To są zawodnicy, którzy potrzebują czasu. Nic nie dzieje się nagle i jak to powiedział kiedyś Jerzy Engel: „nikt nie rodzi się mistrzem”. Myślę, że są to święte słowa i potrzeba trochę czasu, trochę tych minut muszą nabrać. To nie jest kwestia czy on grał dobrze, źle, gorzej czy słabiej to jest pewien potencjał, który trzeba w odpowiednim momencie eksponować, pokazywać. – podkreśla Piotr Stokowiec.

Szkoleniowiec KGHM Zagłębia zaznacza, że w swoim zespole ma wciąż wielu zawodników, którzy czekają na swoją szansę. Trzeba przy tym jednak uważać, by nie wpaść we własne sidła.

– Jest Paweł Żyra, Jarek Jach był na ławce także ja mam tego świadomość i niestety tego doświadczenia nic nie zastąpi. Tego nie ma w książkach, tego nie ma na treningu. Kilku już udało się wprowadzić jak Piątek, Kubicki czy bardziej Jach, a kolejni czekają. Trzeba być z tym ostrożnym, bo właśnie był taki fragment w meczu, że zaburzenie tej proporcji w drużynie od razu jest widoczny.