Nie było niespodzianki, bo być nie mogło. Ekonom Legnica we własnej hali uległ Liderowi Swarzędz aż 34:113 (7:31, 14:20, 9:25, 4:37). Bardziej martwiąca niż sama porażka, do których w tym sezonie zdążyły przyzwyczaić swoich kibiców jest z całą pewnością kontuzja Małgorzaty Światłoń.
Przed rozpoczęciem spotkania ciężko było oczekiwać tego, by najsłabszy zespół ligi mógł zagrozić głównemu faworytowi w walce o awans. Tym bardziej, że w pierwszym spotkaniu różnica pomiędzy obiema drużynami wyniosła aż sześćdziesiąt punktów. Już pierwsza kwarta rozgrywana w Legnicy pokazała, że z całą pewnością tak będzie. Podopieczne Marka Marcinkiewicza przegrały w niej 7:31 i było już jasne, że kolejne kwarty będą już tylko swoistą egzekucją.
– Cały czas jesteśmy w budowie. My powinniśmy w trakcie sezonu wzmacniać naszą pozycję w postaci gry w ataku, w obronie a my musieliśmy się skoncentrować na totalnej zmianie w układzie drużyny. – mówił po meczu szkoleniowiec drużyny z Legnicy.
Gdyby problemów było mało to na początku trzeciej kwarty kontuzji doznała Małgorzata Światłoń, którą najprawdopodobniej czekać będzie kilkutygodniowa pauza. Tym trudniejsza wydaje się być sytuacja, bo na treningach Ekonoma w ostatnich miesiącach jest bardzo mało zawodniczek.
– Nie wyobrażam sobie sytuacji, że znowu będę miał niepełny zespół na treningach. Nie da się grać w koszykówkę trenując w cztery, pięć osób. Powtarzam to do znudzenia, bo niektórzy już byli złośliwi i mówią, że cały czas to tylko powtarzam, ale to niech oni znajdą innego trenera, który w pięć osób będzie trenował i tworzył zespół. – dodawał Marek Marcinkiewicz.
Kolejnym rywalem Ekonoma Legnica będzie Tęcza Leszno.
fot. Paweł Andrachiewicz































