Zryw Kotla w rundzie wiosennej ma zdecydowanie pod górkę. Jeszcze przed wznowieniem rozgrywek drużynę opuściło ośmiu zawodników, a drużyna bez nich w składzie przegrała dziś piąty kolejny mecz. Tym razem oprawcą okazała się Gwardia Białołęka, która na własnym boisku pokonała Zryw 4:0.
Po pierwszej połowie gospodarze prowadzili tylko 1:0, co dawało nadzieje zawodnikom i trenerowi na uzyskanie korzystnego wyniku.
– Rywale mają troszeczkę przewagę, ale myślę, że w drugiej połowie będzie lepiej i spróbujemy coś ukuć. – mówił w przerwie Zdzisław Stachów, trener Zrywu Kotla.
W Kotli zimą doszło do prawdziwej rewolucji kadrowej, ponieważ z drużyną pożegnało się aż ośmiu podstawowych zawodników, którzy stanowili o sile Zrywu.
– Mamy zespół dopiero budowany i nie wygraliśmy w tej rundzie jeszcze żadnego meczu. Ośmiu podstawowych zawodników odeszło do innych drużyn, gramy troszeczkę swoimi chłopcami i myślę, że te frycowe będziemy płacić w każdym meczu. – podkreśla trener Stachów.
Trener Zrywu zmuszony jest wiosną w rozgrywkach A-klasy grać w większości nastolatkami, którzy dopiero będą zbierać boiskowe doświadczenie.
– Zawodnicy odeszli do innych klubów, to gdzieś jakaś praca i dwóch-trzech zawodników jest kontuzjowanych po operacjach, także jest to duże osłabieni tym bardziej, że to byli gracze podstawowi. Teraz gramy chłopcami w rocznikach 98, 97 i 96, także młody i przyszłościowy zespół. – dodaje szkoleniowiec Zrywu.
Zryw w pięciu wiosennych meczach poniósł pięć porażek. W kolejnym spotkaniu drużyna z Kotli zmierzy się z ostatnim zespołem ligi – LZS-em Komorniki, co może być szansą na odwrócenie pechowej karty.
– Wydaje mi się, że brakuje nam jakiegoś zwycięstwa, bo to jednak drużynę bardziej motywuje i w ten sposób chłopacy nabiorą troszeczkę pewności siebie. – kończy Zdzisław Stachów.




