Lubinianin Konrad Juszczyszyn odniósł swój życiowy sukces i dołączył do grona medalistów Grand Prix Europy. Reprezentantowi ERG Bieruń DSB Lubin nie byli w stanie sprostać, ani znakomici Anglicy, ani wicemistrz świata. Dzięki temu pierwszy raz w historii Polacy mają swojego reprezentanta w finale dwa razy z rzędu.
To był długi weekend na jaki Juszczyszyn czekał od dawna, sporadycznie mieszcząc się w najlepszej „16” Grand Prix Europy. Tym razem jednak pokazał to, na co go stać, nie robiąc sobie zupełnie nic z renomy znakomitych rywali. Patent na Polaka w rundzie KO znalazł dopiero w finale sensacyjny zwycięzca – Petri Makkonen z Finlandii, który po raz drugi staje na podium Euro-Touru.
Kluczowy okazał się półfinał przeciwko Karlowi Boyesowi. Juszczyszyn długo prowadził wyrównaną grę z Anglikiem, jednak medalista Mistrzostw Świata po przerwie objął prowadzenie 7-4. Polak nic sobie z tego nie zrobił i doprowadził do remisu, choć Anglik wciąż miał inicjatywę. Kiedy Boyes zdobył ósmy punkt, Juszczyszyn jeszcze raz popisał się skutecznością i nerwami ze stali, kończąc mecz wynikiem 9-8.
Już ćwierćfinał byłby najlepszym osiągnięciem Juszczyszyna, jednak okazał się szansą, by dać prawdziwy popis na tle wicemistrza świata. Albin Ouschan po około 20 minutach meczu musiał czuć się jak po ciężkim knock-downie przegrywając 1-6. Austriak robił, co mógł, by zmniejszać stratę i zniwelował ją. Prowadzenie Juszczyszyna stopniało do wyniku 6-4, 7-5 i 8-6. Kolejna partia otworzyła jednak przed Polakiem szansę na wyprowadzenie ostatniego ciosu i awans do półfinału.
Wcześniej na drodze Juszczyszyna stanął rywal mniej renomowany, ale umiejący skutecznie krzyżować szyki Polaków, dodatkowo opromieniony swoim najlepszym międzynarodowym startem – Rumun Ioan Ladany. Najlepszego zawodnika Europy Wschodniej Juszczyszy szybko wyleczył z euforii, obejmując prowadzenie 4-1. Rumun walczył, zbliżając się nawet na jedno oczko, ale od stanu 6-5 Konrad znów podkęcił tempo, wygrywając ostatecznie 9-6.
Już pierwszy rywal Juszczyszyna w rundzie pucharowej był z najwyższej półki. Konstantin Stepanov, który w dorobku ma zwycięstwa w Grand Prix Europy, w Niemczech nie przegrał i mecz z Juszczyszynem zaczął lepiej, wypracowując przewagę 5-3. Konrad doprowadził do remisu i na nic zdała się przerwa dla Rosjanina, bo seria Konrada skończyła się dopiero na czterech partiach. Od stanu 7-5 dla Polaka panowie grali punkt za punkt, a mecz skończył się wynikiem 9-7.
Już w fazie eliminacyjnej, choć nie bez porażki, Juszczyszyn pokazał, na co go stać, odprawiając między innymi Marka Greya i Tomasza Kapłana.





