Dramat z happy endem (FOTO)

Remis w dwumeczu Olimpii Jawor z Pszczyną spowodował, że konieczne było rozegranie dodatkowego spotkania. Po sobotniej porażce w jaworskim klubie ogłoszono pełną mobilizację. Mecz obserwował komplet kibiców. Wynik poznaliśmy dopiero w tie-breaku.

Już od pierwszego seta gościnna drużyna grała „swoje”. Błędy i mało skuteczne akcje jaworzanek zapowiadały „powtórkę z rozrywki”. Wskazywały również na to wyniki. Po przegranym (do 14) pierwszym secie Olimpijki zrehabilitowały się serią ataków Aleksandry Deptuch i drużyna złapała drugi oddech, wygrywając do 18-stu. Wyrównaną, trzecią partię meczu ostatecznie wygrały przyjezdne. Trener Lesław Chrzanowski w czwartym secie wziął sprawy w swoje ręce.

Przerywał zwycięskie serie dla PLKS-u biorąc czas i byliśmy świadkami tie-breaku. W piątym secie było punkt za punkt. W końcówce gospodynie odskoczyły i wygrały 15:10. Nie pomogły żale trenera Jarosława Bodysa, który musiał pokazywać sędziom błędy gospodarzy i upominać się o punkty. – Żenujący i fatalny poziom pary sędziowskiej. Gdyby Olimpia przegrała, też miałaby prawo mieć pretensje. Na poziomie takiego meczu, decydującego o tym, kto gra dalej, to niedopuszczalne. Na ten mecz i my, i Jawor pracowaliśmy cały sezon. Jesteśmy rozgoryczeni – skomentował spotkanie trener Bodys.

Mimo zwycięstwa powodów do radości nie miał też trener Chrzanowski. – Pszczyna zagrała z nami dobre zawody. Dzisiaj im nie wyszło, to jest właśnie siatkówka – powiedział szkoleniowiec Olimpii.

Możliwe, że już w środę dowiemy się, z kim jaworzanki rozegrają kolejną rundę. Częstochowianka ma  już przewagę nad Impelem II Wrocław, który podejmie teraz na własnym boisku.

Olimpia Jawor – PLKS Pszczyna 3:2 (14:25; 25:18; 23:25; 27:25; 15:10); Najlepszą zawodniczką spotkania została Aleksandra Deptuch (Olimpia Jawor)

fot. Daniel Śmiłowski