Walczą w sądzie o prawo do informacji

Przed Wojewódzkim Sądem Administracyjnym toczą się trzy sprawy, w których stronami są instytucje gminy Lubin. W każdym przypadku poszło o informację publiczną, a właściwie jej brak. – Mamy ustawowe prawo wiedzieć, komu, ile i za co płacimy – argumentuje Barbara Skórzewska, gminna radna.

W listopadzie ubiegłego roku Barbara Skórzewska, radna z klubu Razem dla Gminy Lubin, złożyła wniosek do urzędu gminy o udostępnienie rejestrów zamówień publicznych oraz umów i zleceń zawartych przez urząd.

– Mamy prawo wiedzieć, na co przeznaczany jest nasz budżet. Jeśli chcemy, żeby obywatele brali udział w wyborach, żeby angażowali się w życie publiczne, płacili podatki, muszą wiedzieć, jak te podatki są wydawane. Rejestr umów jest jawny, publikują go już niektóre samorządy w prostej formie tabeli: ile, komu i za co – wyjaśnia Barbara Skórzewska. – Jeśli wiemy, komu i za co płacimy, możemy szukać oszczędności. Być może okaże się, że zbyt dużo przejadamy, np. wydajemy na catering, może części dokumentów wcale nie trzeba drukować i wystarczyłaby forma elektroniczna? Tego nie się nie dowiemy, póki umowy nie będą jawne – argumentuje radna.

Urząd radnej odmówił, argumentując, że po pierwsze, obowiązuje go ochrona danych osobowych, a anonimizacja dokumentu wymagałaby dodatkowej pracy, po drugie, radna odpowiednio nie uzasadniła wniosku.

SKO, do którego odwołała się radna, oddaliło oba argumenty. Argumentowało, że rejestr umów jest prostą informacją publiczną (żeby ją otrzymać, nie trzeba wniosku uzasadniać), ujawnienie imion i nazwisk osób zawierających umowy cywilnoprawne z jednostką samorządu terytorialnego nie narusza prawa do prywatności tych osób. Powołało się również na orzecznictwo sądów, zgodnie z którym zapewnienie radnemu dostępu do informacji publicznej (nawet przetworzonej) jest szczególnie istotne dla interesu publicznego.

SKO nakazało wójtowi wniosek rozpatrzyć ponownie, ten jednak ponownie odmówił. Kolejna skarga do SKO przyniosła ostateczną decyzję – wójt powinien rejestr udostępnić. Rzecznik gminy zapewnia, że mają taki zamiar, a umowy zamierza wydać jeszcze w tym miesiącu po usunięciu z nich tzw. danych wrażliwych: adresów zamieszkania, nr PESEL i NIP oraz bankowych kont osób i podmiotów, z którymi zostały zawarte.

– Transparentność pracy Urzędu Gminy Lubin to jeden z priorytetów wójta Tadeusza Kielana, dlatego też odpowiedzi na wnioski mieszkańców w ramach dostępu do informacji publicznej udzielane są w możliwie najkrótszym czasie. Natomiast wnioski składane przez niektórych opozycyjnych radnych paraliżują wręcz pracę urzędu, jesteśmy nimi po prostu zasypywani. Bywa, że jest ich kilka w ciągu tygodnia. Trudno nie odnieść wrażenia, że są one bardziej próbą nękania i złośliwego utrudniania pracy urzędnikom niż rzeczywistą potrzebą powzięcia informacji na dany temat. Ostatni wniosek, dotyczący udostępnienia wszystkich umów zawartych od początku 2015 roku, wymaga przygotowania i skopiowania olbrzymiej ilości dokumentów, do których zresztą pani Skórzewska jako radna, może mieć dostęp w każdej chwili – zapewnia Maja Grohman, rzecznik gminy Lubin. – Pozostaje nam ubolewać nad faktem, że nie możemy liczyć na konstruktywną opozycję, której działania stymulują rozwój gminy, a jedynie na taką, która ten rozwój wszystkimi możliwymi sposobami stara się blokować – zarzuca radnej rzecznik.

Nie wiadomo, dlaczego urząd postanowił skserować wszystkie umowy, skoro rejestr, o który wnioskowała radna, jest prostym dokumentem, który gmina powinna prowadzić na bieżąco zgodnie z Regulaminem Organizacyjnym Urzędu Gminy w Lubinie.

Tak czy inaczej, w tym wypadku dokumenty zostaną więc radnej udostępnione, choć potrzeba było na to niemal roku. Czy wgląd do nich uzyskają także „zwykli” mieszkańcy – na razie nie wiadomo. Rzecznik gminy zapewnia, że trwają prace nad tym, żeby umowy były publikowane w BIP, wymaga to jednak czasu, funduszy i przeorganizowania samego biuletynu.

Tymczasem w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym toczą się trzy sprawy z udziałem gminnych jednostek, dotyczące informacji publicznej. – Wydział Informacji Sądowej informuje, że przed tutejszym sądem toczą się obecnie sprawy z udziałem wójta gminy Lubin, dyrektora Gminnego Zakładu Usług Komunalnych i Mieszkaniowych w Księginicach oraz dyrektora Ośrodka Kultury Gminy Lubin w Księginicach – potwierdza Mirosława Rozbicka-Ostrowska, sędzia Naczelnego Sądu Administracyjnego. Jeśli sąd przyzna rację wnioskującym, urzędnikom, którzy odmówili udzielenia informacji, bądź w ogóle nie odpowiedzieli na wniosek, grozi nawet rok pozbawienia wolności.

Z wnioskiem o udzielenie informacji publicznej wystąpić może każdy, nawet anonimowo, i to do dowolnej instytucji, która dysponuje publicznymi pieniędzmi. Nie trzeba go przy tym nawet uzasadniać, jeśli wnioskuje się o udzielenie prostej informacji publicznej. Urząd ma obowiązek odpowiedzieć na wniosek w ciągu dwóch tygodni.

Ustawodawca przewidział również sytuację, w której zbyt dużo zapytań mogłoby sparaliżować pracę urzędu, dlatego wystarczy informacje publiczne publikować w Biuletynie Informacji Publicznej. Nie trzeba ich wtedy opracowywać dla każdego pytającego z osobna. Wiele samorządów np. gmina Złotoryja korzysta z tej opcji i publikuje w BIP rejestr umów.

Wyświetlonych 1 komentarzy
Wyraź swoją opinię
  1. Czytelnik napisał(a):

    Złotoryja publikuje nawet skany umów

Pozostaw komentarz

XHTML: Możesz używać tagów HTML-owych: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>


..